Wywiad z Anną Lipczyńską, autorką książki pt. „Wszyscy jesteśmy wychowawcami”

Tytuł „Wszyscy jesteśmy wychowawcami” sugeruje, że każdy z nas jest odpowiedzialny za wychowanie młodego pokolenia. Tymczasem często słyszymy narzekania na „dzisiejszą młodzież”. Czy sami jesteśmy sobie winni?

Na tak zwaną „dzisiejszą młodzież” narzekano zawsze, a przyczynę tego widzę przede wszystkim w zwyczajnym konflikcie pokoleń. Tego typu utyskiwania znaleziono już na glinianej tabliczce pochodzącej sprzed 6000 lat... Problem wychowania człowieka, formowania jego postaw, budowania systemu wartości – to jest zadanie, od którego pokolenie ludzi dorosłych nie ma prawa się zwalniać. Obarczanie młodzieży całą „winą” za popełniane przez nią błędy jest takim samym nonsensem, jak usprawiedliwianie „młodością” każdego złego postępowania. Rzecz w tym, że nie wszyscy jesteśmy świadomi, iż każdy z nas, zawsze i na każdym kroku, jest wychowawcą. Wychowują nie tylko rodzice i nauczyciele. Moja postawa, poglądy, słowa i czyny we wszystkich życiowych sytuacjach mogą oddziaływać na formowanie postaw i poglądów innych ludzi. To dotyczy każdego z nas, bez wyjątku. Oczywiście, że to oddziaływanie różnie się rozkłada. Obok rodziców, nauczycieli czy kapłanów, na pewno większy wpływ na konkretnego młodego człowieka wywrze popularny sportowiec, muzyk czy fascynujący kolega, niż motorniczy w tramwaju. Ale ten motorniczy także może dać dobry lub zły przykład. Moja idea polega na tym, aby nieustannie przekonywać siebie i innych, że dobro i zło jest jednakowo zaraźliwe, więc musimy starać się, aby „zarażać” dobrem.

W felietonach porusza Pani różnorodne zagadnienia: potrzebę rozmowy z dzieckiem, rolę autorytetu w wychowaniu, umiejętności świętowania, wiarę w przesądy, patriotyzm. Na co chciałaby Pani zwrócić szczególną uwagę Czytelnika?

Szczególny, a może raczej wyłączny nacisk kładę na potrzebę wychowania człowieka prawego, mądrego, o zdrowym sumieniu i mężnej woli, rozumiejącego swoją rolę w społeczeństwie, a nade wszystko świadomego, że przed każdym z nas jest życie wieczne. Człowiek musi znać cel swojego życia, a także środki, by ten cel osiągnąć. Jeśli źródłem jest Pan Bóg, a celem – zjednoczenie z Nim w wieczności, to środków trzeba szukać wszędzie tam, gdzie są autentyczne wartości. Tak więc szukam...

Wielokrotnie cytuje Pani słowa Generałowej Jadwigi Zamoyskiej. Czy te pochodzące sprzed stu lat myśli i spostrzeżenia są aktualne dzisiaj?

Fundamentem mojego myślenia o wychowaniu jest zdanie: „Na co nauka i wykształcenie, jeżeli im nie towarzyszy wychowanie, to jest wyrobienie zdrowego sądu, czujnego sumienia, mężnej woli i hartu duszy?” (Jadwiga Zamoyska, O wychowaniu, Lublin 2002, s. 10). Zasady wychowawcze Jadwigi Zamoyskiej były aktualne w wieku XIX i XX, są aktualne dzisiaj i będą aktualne zawsze. Generałowa zbudowała je na trzech filarach: prawie Bożym, nauczaniu Chrystusa zawartym w Ewangelii i na nauce społecznej Kościoła. Wiele jej myśli jest zdumiewająco zbieżnych z nauczaniem Jana Pawła II. Nie ukrywam, że pomyślałam wtedy: no proszę, Zamoyska powiedziała to wcześniej niż Papież...

„Kolorowe, łatwe życie kusi z ekranów, monitorów, bilbordów, czasopism i wszystkich innych mediów. Klimat używania, zmaterializowania, dążenie do samozadowolenia, obowiązek 'samorealizacji' za wszelką cenę, kłóci się z nauką o poświęceniu dla innych, o miłości, która jest głównie dawaniem, a nie otrzymywaniem dobra”. Coraz częściej zadziwia nas to, co przecież powinno być normą i oczywistością...

Powiem szczerze, że mnie to nie zadziwia. Taka jest rzeczywistość, bo taka jest nasza ludzka kondycja. Nie tylko dzisiaj człowiek wolałby być wypoczęty, piękny i bogaty, a nie zapracowany i w dodatku biedny. Nie widzę nic złego w tych pragnieniach. Problem pojawia się dopiero wraz z koniecznością określenia hierarchii wartości i dokonywania wyborów. Może to być wybór pomiędzy bezwzględną „samorealizacją” a świadczeniem dobra drugiemu człowiekowi. Pomiędzy tym, co miłe lecz płytkie, a tym, co trudne ale szlachetne. Pomiędzy dobrem pozornym, a prawdziwym. Pomiędzy mrzonką codzienności lekkiej, łatwej i przyjemnej – a uciążliwym dzisiaj, które ma jednak zawiązki owoców na jutro. Trzeba młodym pokazać, że egoistyczna dbałość o własne zadowolenie prowadzi na manowce, a służba bliźniemu daje radość i poczucie autentycznego spełnienia. Najlepiej formować sumienia osobistym przykładem. Gdy wychowawca sam wybiera mądrze, pomaga młodym w dokonywaniu właściwych wyborów. Niestety, takich wyborów nigdy nie zdołamy uczynić normą i oczywistością. „Uczyniwszy na wieki wybór, każdej chwili wybierać muszę” – powtarzam za Jerzym Liebertem. Na tym polegają nasze codzienne, niepozbawione przecież upadków, zmagania o kształt godnego życia.

Istnieje wiele poradników z dziedziny wychowania, jednak Pani propozycja z typowym poradnikiem nie ma zbyt wiele wspólnego?

Przede wszystkim muszę wyjaśnić, że nie napisałam książki, a już tym bardziej poradnika. Od trzech lat piszę krótkie felietony, które co tydzień czytam słuchaczom poznańskiego Radia Emaus. Nadałam im wspólny tytuł „Wszyscy jesteśmy wychowawcami”, bo tak właśnie myślę i w tym duchu dzielę się swoimi refleksjami. Pomysł, aby z owych tekstów zrobić książkę, nie powstał w mojej głowie. Skoro jednak w ogóle się pojawił, to się zgodziłam. Jeśli moje przemyślenia kogoś zainspirują, komuś pomogą lub go wzbogacą wewnętrznie, to Bogu niech będą dzięki!

Z Anną Lipczyńską rozmawiała Jolanta Tęcza-Ćwierz

następna strona>