Nauczyciel musi mieć pasję - wywiad z dr hab. Jarosławem Jagiełą



Wychowankowie sprawiający kłopoty swoim zachowaniem zdarzają się wszystkim nauczycielom. Jaka jest „recepta” na trudnego ucznia? Jak radzić sobie z nim poradzić?

Nie ma, niestety, recepty, bo nie ma niezawodnego algorytmu na dobre wychowanie, ale jest wiele wskazówek, podpowiedzi, które, jak sądzę, mogą znacznie pomóc nauczycielowi w radzeniu sobie z niesfornym uczniem. Nie sposób, rzecz jasna, wymienić wszystkich sugestii, ale powiedzmy chociaż o niektórych.
Warto na wstępie sobie uświadomić, że uczniowie sprawiający kłopoty swoim zachowaniem zdarzają się wszystkim nauczycielom. Nie są więc dowodem braku pedagogicznych kompetencji kogokolwiek. Natomiast sposób, w jaki nauczyciel radzi sobie z takim problemem, jest bez wątpienia miarą jego profesjonalizmu w tym zawodzie. Warto zatem, na samym początku odpowiedzieć na pytanie: jakie znaczenie może mieć określone zachowanie ucznia? Ważne jest postawienie pewnego rodzaju wstępnej diagnozy, wychodząc z założenia, że nie ma zachowań bezcelowych. Każde postępowanie ma swój cel i swoją motywację. Tu potrzebna jest pewna doza praktycznej wiedzy psychologicznej, którą wprawdzie nauczyciele zdobywają na studiach, ale w przełożeniu na konkretne sytuacje wychowawcze różnie z tym bywa. Mówiąc inaczej: uczeń może sprawiać kłopoty z bardzo różnych powodów i przyczyny tego stanu rzeczy powinny być poznane. Warto też czasem okazać uczniowi zrozumienie, co nie musi oznaczać, że wyrażamy pochwałę i uznanie dla tego co robi, ale akceptację dla niego jako osoby. Choć dany człowiek jest nośnikiem określonych zachowań, to jednak nie jest tym samym, czym jego zachowanie. Wyraźnie ten wątek odnaleźć można w pedagogice personalistycznej. Gdy wiemy już „dlaczego”, to łatwo pojawia się hasło „co należy zrobić”. A wtedy sensownie jest działać konsekwentnie według założonego planu. Potrzebne są tu, rzecz jasna, pewne umiejętności, ale da się je opanować przy odrobinie dobrych chęci. Ważną kwestią pozostaje zdolność oddzielenia własnych ograniczeń, kłopotów i osobistych trudności nauczyciela od zaistniałej sytuacji. W sposób znaczący ma to wpływ na charakter relacji z uczniem. Nauczyciel uwikłany czy owładnięty swoimi charakterologicznymi problemami nie jest w stanie efektywnie pomóc uczniowi. W bliskiej mi psychoterapii istnieje obowiązkowa forma tzw. superwizji. Polega to na tym, że terapeuta co pewien czas omawia swoje trudne przypadki z innym, specjalnie do tej roli przygotowanym specjalistą, który służy mu podpowiedziami, życzliwą pomocą i wskazuje na jego, jakże często nieświadome, trudności i ograniczenia. Marzy mi się, aby taki rodzaj profesjonalnej pomocy mógł istnieć również w oświacie, żeby mogli z tej metody doskonalenia zawodowego korzystać na przykład pedagodzy szkolni.

Czasy niekwestionowanego autorytetu nauczyciela, który wzbudzał ogólny szacunek, respekt, a czasem wręcz grozę – odchodzą do lamusa. Jaki powinien być pedagog XXI wieku?

Szkoła zdecydowanie zmieniła swoje oblicze. Nauczyciel, a także szkolny podręcznik, przestali być głównymi lub jedynymi źródłami wiedzy.
Uczniowie szybko i bez problemów znajdują wiedzę w Internecie. Nauczyciele nie musi być „wszechwiedzący”, ale powinien być mądrym człowiekiem. Warto zatem, aby poszukał sobie „nowego miejsca” w życiu ucznia, oraz – w szerszej perspektywie – „w przestrzeni społecznej”. To niełatwe zadanie, tym bardziej, że lata komunizmu zrobiły swoje. Widać to gołym okiem, bez wnikliwych analiz społecznych. Jesteśmy wszyscy jak po ciężkiej chorobie.
Pedagog, posłuszny wykonawca nawet najbardziej absurdalnych poleceń władzy nie będzie miał szacunku ani do siebie, ani do innych, ani tym bardziej inni nie będą jego szanowali. Hannah Arendt dokonała kiedyś ważnego rozróżnienia poszczególnych rodzajów wywierania wpływu ze względu na rodzaj zastosowanego „argumentu”. Jest to skala, gdzie z jednej strony znajduje się przemoc bezpośrednia (argumentem jest tu siła fizyczna), dalej pojawia się przemoc strachu (groźba użycia siły), następnie sytuuje się perswazja (liczy się tu rzetelna siła argumentacji, a nie argument siły), a na końcu znajduje się autorytet (który wynika z posiadania określonej pozycji). Nauczyciel jeśli nie chce być źródłem przemocy musi posiadać autorytet wynikający z jego pozycji. Ale żeby mieć pozycję, trzeba chcieć samemu o to zadbać. Nauczyciel musi mieć także pasję. Może mieć całą masę różnego rodzaju słabości, dziwactw i braków, gdy jednak będzie pochłonięty swoim przedmiotem, pewną żarliwością w tym, co robi, gdy jego bycie w szkole nie będzie przykrą życiową koniecznością („bo nie znalazło się innego lepszego zajęcia”), to autorytet zjawi się niejako samoistnie.

W swojej najnowszej książce porusza Pan problem narcystycznej szkoły. W takiej szkole przyjaźnie, zaufanie i życzliwość przestają się liczyć. Ważna jest natomiast rywalizacja, pozory i gry interpersonalne. Narcystyczna szkoła – to znaczy jaka?

Pojęcie narcystycznej szkoły jest pewną figurą retoryczną. Książka stanowi zbiór moich artykułów, które ukazały się w kwartalniku „Psychologia w szkole”.
W szkole zaczyna się gubić wszystko to, co dla szkoły najważniejsze tj. dobre relacje międzyludzkie, dbałość o dobry poziom wychowania i kształcenia, jakość pracy, a na plan pierwszy wysuwają się często różnego rodzaju pozory.
Narcyzm w sensie klinicznym stanowi poważne zaburzenie psychiczne, w sensie charakterologicznym może być traktowany jako określona cecha danej osoby, ale narcyzm coraz wyraźniej bywa właściwością naszej kultury. Zauważmy, ile zabiegów wkłada się w wizerunek różnych osób np. polityków. Im mniej polityk ma do zaproponowania, tym więcej wysiłku wkładana się w to, co jest zewnętrzne, pozorne i wykreowane. Ktoś, kto całkowicie ignoruje wspomniane zjawisko – przegrywa.
Narcyz to osoba, która nadmiernie się kocha, jej psychologiczne „Ja” jest w swoisty sposób „nadmuchane”. Zamiast prawdy jest wizerunek. „Ja” jest przesadnie eksponowane i przywiązuje się do niego zbyt duże znaczenie. W głębi duszy taki ktoś jest psychicznie poraniony, dlatego musi ciągle udowadniać obojętnemu na niego światu, że jest coś wart i musi być kimś ważnym. Wracając do szkoły. Dopóki szkoła nie odkryje w sobie prawdziwej wartości, dopóty będzie zabiegała o różnego rodzaju pozory dające jej (pozorną!) rację bytu.


następna strona>