Ważne, by sprawiać radość - wywiad z Ireną Hlubek, autorką książek „Teatr niewielki” i „W kręgu teatru niewielkiego”


Czy warto organizować przedstawienia szkolne? W czym pomagają one uczniom-aktorom, nauczycielom-opiekunom i widzom?

Na pewno warto. Przedstawienia okolicznościowe warto organizować na apelach czy akademiach, gdyż przybliżają one uczniom daną tematykę np. Niepodległości Polski czy Święta Ziemi.
Teatr amatorski jest mi o wiele bliższy, bo zajmuję się nim od wielu lat. Teatr pełni niezwykłą i niedocenioną funkcję wychowawczą. We wstępie do mojej pierwszej książki pt. „Teatr niewielki”, wydanej przez Wydawnictwo RUBIKON w 2003 roku, napisałam:
„W moich najnowszych sztukach stawiam akcent na tzw. teatr zabawy. To najwłaściwszy kierunek rozwoju dziecięcego, gdyż w pełni odpowiada oczekiwaniom dziecka i jest zgodny z jego rozwojem. Przez zabawę dziecko wychowuje się, a zarazem uczy, rozwija sferę emocjonalną, społeczną, psychoruchową, a także wyobraźnię. Teatr dziecięcy i młodzieżowy ma na celu wychowywać młodych ludzi do współodpowiedzialności za spektakl: tu uczą się szacunku do ludzi i rzeczy, wyzbywają się kompleksów i nabywają większej pewności siebie.”
W mojej długoletniej pracy zauważyłam, że te dzieci, które słabo się uczyły dzięki występom poprawiły wyniki w nauce. Nie należy zapomnieć o tym, że poprzez zapamiętywanie się ról dzieci rozwijają pamięć. Każdy z nas odczuwa potrzebę sukcesu. Na scenie, oklaskiwane przez rodziców, czy lokalną widownię, dziecko czuje się dowartościowane. Nie mówiąc już o przeglądach teatralnych, gdy grupa zajmuje wysokie lokaty.
Myślę, że teatr amatorski pomaga również opiekunom, rodzicom i nauczycielom zobaczyć dziecko w innej sytuacji, zobaczyć jego możliwości aktorskie. Mimo że z moich grup teatralnych do tej pory nie wyszedł żaden wielki aktor, którego można zobaczyć na deskach polskich scen, cieszę się, że wyszli nauczyciele, inżynierzy i osoby innych profesji, które mówią poprawną polszczyzną z odpowiednią dykcją, intonacją i swobodą wypowiadania się.

Jest Pani autorką kilku scenariuszy przedstawień szkolnych. Skąd Pani czerpie inspirację do ich powstania? Jakich ma Pani ulubionych autorów?

Inspirację czerpię najczęściej z własnej wyobraźni. Na jej kształtowanie w dzieciństwie miał wpływ mój dziadek, który był emerytowanym nauczycielem i opowiadał baśnie braci Grimm, J.Ch. Andersena, Ch. Perraulta. Drugą osobą, która wprowadziła mnie w świat wyobraźni była nasza pomoc domowa. To ona opowiadała mi pięknym dialektem laskim (gwarą morawską) baśnie ludowe z okolic pogranicza czesko- morawskiego. Moim prawdziwym odkryciem była „Alicja w Krainie Czarów” L. Carolla. Ta senna logika od razu mocno mnie ujęła. Zaowocowało to później adaptacją sceniczną i reżyserią ,,Alicji...”, ale zanim się za to zabrałam porównywałam tłumaczenia ,,Alicji...” wg A. Marianowicza, R. Stillera czy M. Słomczyńskiego. Na kształtowanie mojej wyobraźni w dzieciństwie miał także wpływ teatr szkolny, tzw. kółko teatralne, którego byłam ,,gwiazdką” w szkole podstawowej.
Inspirację stanowi także literatura dziecięca. Wciąż poszukuję ciekawych książek, w oparciu o które mogłabym dokonać adaptacji. Swoistą „świętością” był dla mnie ,,Mały Książę” A. de Saint Exupèryego. Adaptacja tej książki była dla mnie wyzwaniem, bo widziałam wiele nudnych i złych przedstawień „Małego Księcia”. Książkę tę w młodości przeczytałam około dwudziestu razy. Przed dokonaniem adaptacji również kilka razy ja przeczytałam. Mam nadzieję, że nudy nie było. Planety krążyły po orbitach.
Ulubieni moi autorzy to C.S. Lewis („,Opowieści z Narni”), L. Carroll („Alicja w Krainie Czarów”), A. de Saint Exupèry („Mały Książę”), M. Ende („Momo”), A. A. Milne („Kubuś Puchatek”, „Chatka Puchatka” i „Wiersze dla Krzysia”). Lubię też wiersze Danuty Wawiłow i Doroty Gellner. Nie ograniczam się tylko do literatury dziecięcej. Mam wielu ulubionych „dorosłych” autorów książek. Należą tu: Biblia, Jan Paweł II (dramaty, poezje, ale przede wszystkim książki teologiczne), św. Augustyn („Wyznania”), François Mauriac, Fiodor Dostojewski, M. Bułhakow („Mistrz i Małgorzata”, G. Orwell („Folwark zwierzęcy”), Dorota Terakowska, J.R.R. Tolkien („Władca Pierścieni”), ale też dramaty S. Mrożka, E. Ionesco czy S. Becketta i poezje C.K. Norwida, ks. J. Twardowskiego, Cz. Miłosza, K.I. Gałczyńskiego.

Jakie wartości stara się Pani promować poprzez teatr?

Są to wartości chrześcijańskie. Chciałabym za św. Augustynem powiedzieć: „Jeśli Bóg na pierwszym miejscu, wszystko na właściwym miejscu”. Tego staram sie trzymać.
Przed wielu laty z grupą młodzieżową reżyserowałam „Lekcję” E. Ionesco – teatr absurdu, „Serenadę” czy „Na pełnym morzu” S. Mrożka. Próbowaliśmy doszukać się w przedstawieniach wartości: człowieczeństwa w zdehumanizowanym świecie, w ,,Serenadzie”najbardziej trafnego sposobu, w jaki lis – w tym znaczeniu diabeł – próbuje każdą kurę podejść i zjeść ją, czyli zniszczyć, unicestwić.
W pracy z dziećmi dbam o to, by dobro zwyciężało ze złem. Sięgam po scenariusze stare i dobrze znane np. ,,Bajki-samograjki” J. Brzechwy, „Jasia i Małgosię”, „Czerwonego Kapturka” czy „Kopciuszek” Hanny Januszewskiej. Wskazuję też często na wartość czasu i snu (np. „Momo”, „W Melamelandii”, „Lew, Czarownica i stara szafa”, „Mały samotny król” i inne), wartość przyjaźni, wzajemnej pomocy, a także wartości najwyższe: Bóg, wiara, miłość, przebaczenie, rodzina (np. „Pójdźmy za Gwiazdą”, ,,Wigilijna nocka”). Ważne też są dla mnie wartości poznawcze (np. „Podróże kształcą”).


następna strona>